|
|
|
|||||||
| Adopcje Psy szukające nowego domu: rasowe wilczaki, ale i "wilczakopodobne" psy z polskich schronisk.... |
![]() |
|
|
Thread Tools | Display Modes |
|
|
|
|
#1 | |
|
Junior Member
Join Date: Aug 2006
Posts: 156
|
Quote:
Ja po swoim psie musiałam zrobić generalny remont pokoju w którym zostawał (włącznie z sufitem - nie wiem jakim cudem), też jestem (chyba) młoda i mieszkam z nim sama. Tak więc da się, ale mi nie przeszkadza że pies wieczorem nie zostanie sam - zadałam sobie pytanie czy ważniejszy jest dla mnie codzienny kontakt z psem, czy sporadyczne wypady gdzieś tam, które mogę policzyć na palcach jednej ręki i na które jeśli już tak bardzo będę chciała wyjść mogę podrzucić komuś psa albo zatrudnić psią nianię. Tak więc te wszystkie argumenty średnio do mnie trafiają, ale ja jestem uparta Poza tym znam masę ludzi z tym samym problemem i to nie są wilczaki, nawet buldożki francuskie miewają lęk separacyjny, nagminne jest to też wyżłów czy labradorów. |
|
|
|
|
|
|
#2 | |
|
Wilkokłak
Join Date: Aug 2008
Location: Katowice
Posts: 2,220
|
Quote:
Jejku, ten temat powinien być lekturą obowiązkową dla wszelkich przyszłych właścicieli wilczaków, zwłaszcza tych twierdzących, że "wilczak to tylko pies". |
|
|
|
|
|
|
#3 | |
|
Junior Member
Join Date: Jul 2011
Posts: 166
|
Quote:
według mnie problem bierze się z czego innego i nie tyczy się tylko wilczaków a wszelkich psów - trochę się naoglądałem i nagadałem na wybiegach - jak widzę WIĘKSZOŚĆ chciałaby stosować TYLKO pozytywne metody bo to przecież takie ludzkie...ech te debilne metody bezstresowe. Dla mnie z tego biorą się tylko problemy. Metody każdego rodzaju są dobre ale trzeba dostosowywać je do sytuacji. Lupi już trochę ma i jest naprawdę ułożonym psem. Nie obyło się bez krwi głównie mojej ale gówniarzowi wybryków nie odpuszczałem (co nie oznacza że go prałem jak psychol - nie robiłem tego bo wiedziałem że i tak nie zrozumie) - natomiast ostre gleby leciały za różne hardcorowe rzeczy których moje cudo się w swoim krótkim życiu dopuściło. Efekty są świetne - fajny odważny pies kochający ludzi i generalnie BARDZO posłuszny. Jedyny problem który pozostał to zostawanie - tutaj niestety mimo całkowicie bezproblemowego wejścia na komendę do jego domku to i tak po moim wyjściu występuje sekwencja - wycie, praca, odpoczynek... i tu REALNIE nie bardzo wierze aby komuś udało się wypracować cisze powyżej 3 godzin u samotnego wilczaka... mój na szczęście nie musi więcej zostawać a jak są jakieś dłuższe wyjścia to po prostu mam świetną opiekunkę i tam idzie... dla niego to super sprawa bo chłopak ma dodatkową socjalizację a i dużo przyjemności - lata sobie większość czasu wśród psów na psim wybiegu.Reasumując (bo post chaotyczny za co z góry przepraszam ps. gadać z psem to ja też gadam (a co mi tam Pozdrawiam
__________________
Never Surrender
|
|
|
|
|
|
|
#4 | |
|
Junior Member
Join Date: Aug 2006
Posts: 156
|
Quote:
Co do konsekwencji i metod to trzeba dostosować metodę do psa, a nie psa do metody i to wystarczy. Jak zmieniłam myślenie i metodę to okazało się np., że pies pobudzony wizją wyjścia na spacer nagle potrafi usadzić dupsko tam gdzie mu każę i czekać niecierpliwie, ale jednak czekać aż skończę się ubierać, zamiast biegać i siać zniszczenie niczym huragan Katrina |
|
|
|
|
|
|
#5 | |
|
Junior Member
Join Date: Jul 2011
Posts: 166
|
Quote:
jednak w długim okresie problem wracał a nie prowadzę przewrotnego trybu życia aby jakieś zmienne mogły w sposób nagły wpłynąć na niego i zmienić dotychczasowy "porządek". Ale tak naprawdę(od serca albo czegoś co po nim pozostało Pozdrawiam
__________________
Never Surrender
|
|
|
|
|
|
|
#6 | |
|
Junior Member
Join Date: Aug 2006
Posts: 156
|
Quote:
|
|
|
|
|
|
|
#7 |
|
K-Lee Family
|
U mnie obie zostają do 10 h jeśli jest potrzeba, w tej chwili nieregularnie. Jedna w całkowitej ciszy - ma już ponad 6 lat, druga popłacze do 2 minut po moim wyjściu z domu i to w zasadzie teraz tylko kiedy była cieczka, ma 2,5 roku
|
|
|
|
|
|
#8 | |
|
Junior Member
Join Date: Jul 2011
Posts: 166
|
Quote:
Pozdrawiam
__________________
Never Surrender
|
|
|
|
|
|
|
#9 |
|
Member
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
|
Zostawanie samemu, cóż za cudowny wilczakowy temat!
Dla mnie wielkim powodem do szczęścia jest to, że Cresil jest obecnie w stanie zostać na 3h BEZ PRZYGOTOWANIA (wcześniejszy porządny spacer itp.) i nie niszczy. Czasem wyje, ale nie jest to takie demoniczne darcie mordy jakie uprawiał, kiedy był szczeniaczkiem, więc jak dla mnie - szczyt beztroski, jakiej nie zaznałam od półtora roku, czyli od początku życia z Czesiem Jak najpierw go trochę zmęczę (chociaż już kilka razy zwątpiłam w to, czy jego w ogóle da się zmęczyć...) to jest w stanie posiedzieć sam 6-8h, zależy od dnia... czasem wyje kilka godzin, czasem tylko cicho popłacze przez 10-15 minut. Dodam, że obecnie zostaje bez klatki... mimo, że był klatkowany od szczenięcia i chętnie korzystał ze swojej klateczki, znosił tam wszelkie zabawki skarby to nigdy nie pogodził się z zamykaniem go tam... wściekał się jak dzikie zwierzę. W pewnym momencie wyrósł z klatki, a ja z braku innej - większej i mocniejszej kilka razy zostawiłam go luzem w pokoju - uspokoił się |
|
|
|
|
|
#10 | |
|
Senior Member
Join Date: Feb 2010
Location: Warszawa
Posts: 1,337
|
Quote:
Udaje się. Dołączam się do tych, co mają wilczaki, które są w stanie zostać 9 - 10 godzin same i nie jest to problem. U Nas pomogło "prorokowanie". Nie było takiej potrzeby, ale od pierwszych dni u Nas Sukkulus zostawała sama. Na wyjazdy (bo też wyjeżdżamy razem z psem Da się zrobić, kwestia tego jak i przez ile. Mając ok. 2 lat Su "wymontowała" zamek ze swojej klatki i zostaje w klatce otwartej, chodzi po mieszkaniu, zmienia miejsca leżakowania. Nic strasznego się nie dzieje. Gia - poznałem ostatnio taką dwójkę co poznała Twoje suki, teraz jeszcze Wondere i nie chcieli wierzyć w straszne historie |
|
|
|
|
|
|
#11 | |
|
Wilkokłak
Join Date: Aug 2008
Location: Katowice
Posts: 2,220
|
Quote:
Ręka w górę, komu udało się (albo przynajmniej kto próbował) wychować wilczaka samym "ciućkaniem", chwaleniem i nagrodami? |
|
|
|
|
|
|
#12 | |
|
Member
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
|
Quote:
Ale wilczak, z ktorym świadomie pracuje się od szczenięcia, mimo wszelkich trudów i ilości pracy jaką trzeba w niego włożyć - MOŻE być przyjacielem, uzupełnieniem i powodem do radości. Pewnie, że nie za darmo... życie z wilczakiem to ciąg kompromisów, na jakie trzeba pójść, zwykle trzeba sporo zmienić w swoim życiu... ale to też nie jest tak, że każdy z nas jest męczennikiem dla własnego wilczaka. Jak trafi swój na swego to mimo trudności tych psów - żyje się z nimi wspaniale. Nie chcę oceniać Waszej decyzji - rozumiem, że w pewnych sytuacjach znalezienie nowego domu dla psa jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż męczenie na siłę i siebie i psa do końca jego życia. To Wasza decyzja i jaka by nie była - życzę, aby skończyło się to jak najlepiej i dla Was i dla psa. A ten wątek trafia na moją listę "ostrzegawczą", bo bardzo dobrze pokazuje to, co zwykle staram się przekazać potencjalnym chętnym na "takiego pięknego wilka". Zwykle nikt mi nie wierzy, myśli że przesadzam, demonizuję... a tu przykład wzięty z życia. |
|
|
|
|
|
|
#13 | |
|
Junior Member
|
Quote:
![]() krnąbrny i uparty jak ja . w tej całej histori zastanawia mnie jedno i nie do końca chce mi się wierzyć w winę ...niechęć i obojetność hodowczyni ?! cały ten dramat jest zabardzo "ubarwiony" w jedna stronę . ale to zapewne juz byłby inny wątek . Ja złego słowa nie powiem . koniec kropka basta. |
|
|
|
|
|
|
#14 |
|
Junior Member
Join Date: Jan 2011
Location: Chorzów
Posts: 285
|
Ja przez dłuższy czas myślałam, że wilczak sprawia większe trudności od haszczaka, ale żyjąc z nimi oboma pod jednym dachem, nie jestem już tego taka pewna
W sumie więc ciężko powiedzieć, z którym mam ''gorzej''
__________________
''FLECTERE SI NEQUEO SUPEROS, ACHERONTA MOVEBO'' |
|
|
|
![]() |
|
|