![]() |
Co znaczy być ODPOWIEDZIALNYM za swojego psa? (Zira)
Wczoraj w nocy dostałam bardzo niepokojącą wiadomość... 'Cześć Martyna, czy mogła byś dać dom tymczasowy dla mojej Ziry (Cymbarki GW)?' Po nerwowej nocy i bitwie myśli w głowie sytuacja się nieco wyklarowała. Mianowicie dziś odwiedziłam Zire, która (o zgrozo!) od czerwca jest umieszczona w hotelu dla psów. I choć warunki w których przebywa są dobre, to ciągle nasuwa się pytanie 'Jak można zostawić psa na tak długi okres czasu i w ogóle się nim nie interesować?!' Piszę w ogóle ponieważ kobieta, która prowadzi ów hotelik bardzo narzekała że kontakt z 'właścicielką' wilczaka jest praktycznie niemożliwy, że pisze, próbuje dzwonić i nic... Pomijając kwestie finansowe, z których także się nie potrafi wywiązać. Ola, która kupiła małą Zirkę, która udawała że jest wzorowym właścicielem, bo gdy pisało się do niej 'co tam?' zawsze uzyskiwało się w odpowiedzi sielankowy opis, zostawiła swojego wilczaka i wyjechała za granicę. A kiedy mieszkała jeszcze w Stargardzie ile razy zdarzało się nam widzieć sucz uwiązaną na krótkiej smyczy w bagażniku samochodu i z kagańcem na pysku, zeby czasami niczego nie popsuła, bo przecież pańcia musi pracować. Rozumiem że w życiu zdarzają się sytuacje beznadziejne, ale od czego ma się znajomych? Czy nie można było napisać że ma się straszne kłopoty? Żeby ktoś pomógł, żeby zajął się psem. Oczywiście że można, ale przecież to taka ujma na honorze. Taka porażka. Najgorsze, to to, że Ola wczoraj prosiła o DT na 2-3 miesiące a dziś, gdy do niej napisałam co myśle pisze mi, że jak najszybciej zabiera sukę... Czyżby sytuacja życiowa zmieniła się w przeciągu kilku godzin?
Po wizycie w hotelu serce sie łamało. Suka wychudzona (choć właścicielka hotelu stara się jak może, gotuje jej chociaż inne psy jedzą suchą karmę, suka nie je ze stresu), wycofana, zębami pilnuje jedzenia, z zalążkami agresji (dotkliwie pogryzła innego hotelowego psa). Za to kiedy zobaczyła nasze wilczaki (z którymi się zna) nie mogła chyba uwierzć na własne oczy... Ten temat pisze głównie ze względu na to, żeby pokazać jak bardzo Ola jest nieodpowiedzialną osobą i aby ostrzec hodowców, bo wiem, że miała duże parcie na posiadanie i rozmnażanie suk (nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu, gdy Zira miała może z rok Ola już pisała na Wolfdogu że pierwszym ojcem miotu będzie Eligo...), wiec jestem pewna, że będzie próbowała jeszcze jakąś sukę nabyć. Mam też nadzieję, że Zira zostanie jej odebrana i znajdzie nowy, kochający dom, gdzie nikt jej nie porzuci, gdzie zapewnione będzie miała wszystko czego jej potrzeba. |
Ja o losie Zirki słyszę już od ponad roku:( TEN finał niespecjalnie mnie dziwi. Natomiast dziwi mnie to, że 'hodowca' plus całkiem sporo innych osób (w tym aktualnych 'hodowców') doskonale wie o tej sprawie i nie zrobiło kompletnie NIC do tej pory. Bo w tym samym miejscu przez jakiś czas mieszkała Reiko GD i stamtąd została zabrana...czyli nie ma mowy o niewiedzy!
Dla mnie to jest porzucenie psa, pozbawienie go przez niemal całe jego życie podstawowych elementów opieki, zaniedbania psychiczne....w obecnej sytuacji to chyba taki TOZ mógłby spokojnie interweniować? Ale pewnie sprawa będzie po raz kolejny zamieciona pod dywan z hasłem "dogadamy się między sobą i umieścimy sunię w innym hotelu" - warunek? Aby nikt tego hotelu nie znalazł....:evil: Naprawdę nikogo 'najbliższego' nie interesował los Zirki? Wystarczy stwierdzić, że to własność kogoś innego, więc ten PRZEDMIOT nas nie interesuje? DNO, kompletne DNO :( Ze strony i właścicielki i 'hodowcy'... Moralność-ZERO Etyka-ZERO Empatia-ZERO Odpowiedzialność-ZERO A wystarczyło rozpuścić wici, że na jakiś dłuższy czas Zirka potrzebuje domu tymczasowego....spróbować jakkolwiek pomóc tej porzuconej istotce. |
Jesli chodzi o Olę - TO NÓŻ SAM W KIESZENI SIĘ OTWIERA!!!!! TRZEBA ZABRAĆ JEJ ZIRE - bo niedługo moze byc za póżno na normalne zycie dla tego psa.
|
No ale jak wiadomo, lepiej mając na koncie wilczaka, tj Zirkę oraz kota, nie mając w tym czasie pewności czy będzie co do gara włożyć, czy mieszkanie opłacić i z uporem maniaka działając pod wpływem impulsu brać kolejne zwierzęta tj. sunię ze schroniska, 2 konie, 2 jeże i Reiko GD, która na całe szczęście była wzięta na współwłasność i w miarę szybko trafiła do domu jak czytam.
|
Te kilka lat hodowli wilczaków w Polsce pokazało, że sytuacje konieczności adopcji dorosłych psów się zdarzają, ale przy wsparciu HODOWCÓW (którzy niekoniecznie muszą mieć możliwość przyjęcia psa do siebie), bliższych i dalszych znajomych można sprawnie, odpowiedzialnie, z czuciem przeprowadzić akcję adopcyjną. Wystarczy chcieć pomóc zwierzęciu. Wtedy jest happy end. No, ale to trzeba CHCIEĆ i CZUĆ - to warunki niezbędne:(
Środowisko wilczakowców wiele razy pokazało, że jest gotowe do pomocy (transport, przechowanie, opieka, adopcja)....dla dobra nawet obcego wilczaka. Jestem w szoku, że najbardziej odpowiedzialni za Zirkę zupełnie nie są zainteresowani jej losem :evil: |
Odnośnie pytania zadanego w temacie:
Gdy TrustNoOne oddawała 3 miesięczną Peri wiele osób uznało jej postawę za szczyt nieodpowiedzialności. A ona broniąc się napisała: Quote:
„Wiadomo, że przecież lepiej hodować JEŻE, chwalić się tym wszystkim na fb, wstawiać zdjęcia Ziry jakie to sielankowe życie w Danii prowadzi - a Zira w Stargardzie w hoteliku od przeszło 4 miesięcy...” Smutne, że szczyt nieodpowiedzialności okazał się być znacznie wyżej… Smutne, że TrustNo1 można by postawić Oli za wzór… :cry::cry::cry: Co do Zirki, to jest mi strasznie przykro, tym bardziej mam do niej wielki sentyment. Była jednym z pierwszych wilczaków, które poznałam i pierwszą szczenięcą „miłością” Ulvarka. Mam nadzieję, że ta historia zakończy się jak najszybciej i oczywiście jak najszczęśliwiej dla psa, bo szczęście człowieka jest dla mnie w takich przypadkach na dalszym planie. Martyna, pisz o wszystkim co się dowiesz. Gaga, Twoje zarzuty są poważne. Quote:
Ale jeśli to prawda, to przyznaję Ci rację, JEST TO MORALNE DNO. |
Quote:
|
Quote:
Magda doskonale wiedziała, że w Stargardzie są przynajmniej 3 wilczaki (i 3 właścicieli, z którymi jest kontakt), wystarczyły: telefon, mail, cokolwiek z prośbą o „rzucenie okiem” na Zirkę, która musiała zostać w hotelu na tak długi czas. Choćby prośba o telefon do właścicielki hotelu, może podjechanie i zobaczenie w jakiej kondycji jest Zirka, czy wszystko u niej w porządku, może spacer raz na jakiś czas…Taka prośba zajmuje nie więcej czasu niż zaczepienie kogoś na fejsie, w celu popularyzacji strony własnej hodowli, a byłaby wyrazem troski, zainteresowania. Zresztą pierwszy post mówi wyraźnie, że wcześniej takiego kontaktu nie było. Co zresztą potwierdziła dziewczynom właścicielka hotelu (która, żeby nie zginęło-dba jak najlepiej o powierzonego psa). Wiesz o co mi chodzi? Na tle tylu sytuacji, gdy prawdziwi hodowcy potrafią jechać na drugi koniec Polski, Europy, ponosząc koszty i podróży i wykupu psa, gdy w przypadku braku możliwości potrafią zorganizować pomoc, aby uratować życie, które powołali, tu nie ma żadnej pomocy! Jak można spokojnie żyć ze świadomością, że ta niegdyś słodka klusia, tak ładnie laurkowana na forum, zostaje na kilka miesięcy ulokowana w hotelu, gdzie zostaje pozbawiona wszystkiego, poza zaspokojeniem elementarnych potrzeb fizjologicznych? Z doświadczenia wiem, że absolutna większość hodowców wypuszcza swoje maluchy wraz ze wskazaniem kontaktów do innych wilczakowców w regionie ich nowego domu. Wilczakowcy proszeni są przez tych hodowców (w razie skorzystania z takiego kontaktu) o wsparcie, pomoc, przyjęcie…i to się dzieje. Spacery, szkoły, lekarze, pomoc w opiece w sytuacjach wyjazdów czy chorób… I Hodowcy wiedzą, że zrobili wszystko, aby ‘nowym’ było łatwiej, aby ich szczeniak miał jak najlepiej. I nawet gdy ktoś nie chce skorzystać z kontaktu – wiedzą, że sami muszą taki kontakt utrzymywać. To są naturalne sprawy. Tymczasem tutaj......:? |
Quote:
Jeżeli tak sytuacja wygląda, jak w tym drugim przypadku, to tak naprawdę - co Magda może zrobić oprócz próby "sensownego" dogadania się z właścicielką? Przecież nie może jechać do hotelu i psa odebrać, bo prawnie nie należy do niej. Oczywiście może nasyłać TOZ, może się z właścicielką sądzić o niewywiązanie się z umowy, ale w przypadku TOZu nie mam pojęcia, czym by się sprawa zakończyła, a w przypadku sądu, oooo.... to dopiero trwałoby wieki. W tej sytuacji faktycznie "polubowne dogadanie się" pod postacią którego rozumiem odwołanie się do rozsądku właścicielki (o ile jego resztki jeszcze posiada) i przekonanie jej do oddania psa, chyba są najlepszą drogą. Oczywiście fajnie by było, jakby się Magda wypowiedziała, jeżeli uzna to za stosowne oczywiście. |
Quote:
Z drugiej strony, Gaga, Martyna, Wy wiecie więcej o sprawie, więc pewnie macie rację, że czas na radykalne działania. Nie wiem, ja nie chcę oceniać/decydować na podstawie strzępów informacji. Skoro sprawa jest już upubliczniona, dobrze byłoby poznać wersję hodowcy. |
Moim zdaniem czas na polubowne dogadywanie się już dawno minął. W 4 miesiące się nie dało tego polubownie załatwić, to dlaczego niby teraz miałoby się dać tak szybciutko? Dlatego piszę otwarcie i na forum. Bo jeszcze trochę tych polubownych dogadywań a pies nadal będzie siedział w hotelu. Jak nie tu pod Stargardem to cholera wie gdzie. Z tą różnicą że już się o tym nie dowiemy. Bo Ola ją zabierze, będzie pisała że wszystko jest pięknie a będzie tak jak teraz albo jeszcze gorzej.
|
Quote:
Można oczywiście swoją dezaprobatę chować do kieszeni, zachować milusią atmosferkę na forum, tylko w ten sposób stawiamy powyższe vs. poczuciu buntu przeciwko nieodpowiedzialności i krzywdzeniu zwierząt. A moim zdaniem każdy przejaw sprzeniewierzania się podstawowym zasadom traktowania zwierzaków powinien być nagłośniony. Tym bardziej, że tu sprawa ruszyła nie dlatego, że źle się dzieje z Zirką, a dlatego, że gorzkie słowa uderzają w konkretne osoby. Co by nie miało miejsca, gdyby ktokolwiek uczynił cokolwiek dla zmiany sytuacji Ziry. Oczywiste jest, że TERAZ najistotniejsze jest, aby jednak coś zmienić, szkoda tylko, że dotychczas (póki sprawa nie wyszła na jaw) nie zostały poczynione żadne działania, a tego moim zdaniem nie wolno pomijać. Jeśli osoby decyzyjne zdecydują się na działania dla Zirki, to z pewnością taka pomoc nadejdzie (ja ze swojej strony deklaruję), tylko musi to nastąpić. |
Łatwo jest osądzać kogoś, lub jego decyzje siedząc wygodnie za klawiaturą komputera. ............................
O tym że Zira trafiła do hotelu dowiedziałam się (z tego co pamiętam ) w lipcu. Z trzeciej ręki..Od razu skontaktowałam się z właścicielami tego hotelu, z zapytaniem o sukę i jej stan. Kilkakrotnie rozmawiałam z tymi przemiłymi ludźmi którzy obiecali że jeśli będą jakiekolwiek problemy z suką, odezwą się do mnie. Rozmawiałam również z Olą która znalazła się w bardzo trudnej sytuacji życiowej, trudnej ale przejściowej..która mam nadzieję niebawem się rozwiąże. Mamy z Olą pewne ustalenia, których będę się trzymać. |
W takim razie ja się pytam jakie można mieć ustalenia z osobą która nawet nie powiadomiła hodowcy o tym że pies siedzi tyle czasu w hotelu. Właścicielka hotelu powiedziała że psy do niej trafiły na początku czerwca. Wychodzi na to że w momencie kiedy się o tym dowiedziałaś były już tam miesiąc. To już moim zdaniem są duże podstawy żeby na taką osobę brać poprawkę. Wygodnie przed klawiaturą siedzę teraz, wczoraj mi nie było wygodnie jak patrzyłam na wychudzoną sukę i kobieta opowiadała co i jak.
|
Zostawienie psa w schronisku na kilka miesięcy jest dla mnie nieodpowiedzialne i niepojęte, a JEŚLI jest połączone z udawaniem, że pies mieszka za granicą i ma się świetnie, jest po prostu obrzydliwe. To o postawie właściciela.
ALE postawa hodowcy jest inna: Quote:
Mam jeszcze pytanie: razem z Zirką była jeszcze Reiko? Co się z nią stało? |
Reiko jest u Ani.
|
Reiko została zabrana bardzo szybko z hotelu. Inna suka, która także była własnością Oli też została przez kogoś zabrana. Została tam tylko Zira.
|
Dla sprostowania : Reiko jest suką ANI, Trejsi jest u rodziców Oli.
|
Sytuacja fatalna.... Nie można zmusić kogokolwiek w kwestii dysponowania jego rzeczami /pies w świetle prawa -różnych umów chociażby- jest... rzeczą/... Nie można pomóc komukolwiek, jeśli nie prosi o pomoc... Szkoda, że to wszystko tak wyszło... Pani Olu, szczerze współczuję trudnej sytuacji, ale jeszcze bardziej współczuję Zirze... Może nie ma co unosić się dumą, złością, ambicjami.... może trzeba pomyśleć, co byłoby najlepsze dla Ziry.... Shyboy zaatakowała -fakt. Ale, przecież obie o tym wiemy, to przez emocje i serce dla Pani psa. Niech Pani nie zabrania Jej przyjechać do Ziry, niech pies poczuje zainteresowanie ze strony tych, których zna i lubi. Niech ma trochę radości w tym Waszym nieszczęściu.... Na koniec chcę Pani podziękować. Dziękuję, że nie było problemu z odebraniem Reiko -ma teraz dobry i ciepły dom. Ma >swoich Ludzi<...kochają ją i dbają o nią. .... Mam nadzieję, że jednak uda się Pani poukładać swoje sprawy pomyślnie i wziąć Zirę do Danii. Proszę jednak przemyśleć sytuację.... Sunia jest tyle miesięcy w hotelu....dziczeje, zaczyna być agresywna, "zakręca się" w swoich problemach.... Czy będzie miała Pani czas, wiele godzin dzień po dniu, by odpętelkować wszystkie jej problemy? A co będzie jeśli kogoś ugryzie? To nie jest głupie pytanie: prawo duńskie jest wyjątkowo restrykcyjne.... pies pójdzie "do odstrzału"..... żal by było... bardzo żal... |
mi przychodzi jedno do głowy: MA-SA-KRA!!!!!
Wielki podziw i szacunek mam do Pani z hostelu, bo mimo wszystko, to ona dba jak może o nie swojego psa. Psem się prawny opiekun nie interesuje, oprócz nałożonego dzisiaj zakazu, więc jak dla mnie pies opiekuna nie ma. Bo OPIEKUN to odpowiedzialność, to chęć stworzenia swemu psu jak najdogodniejszych warunków - zawsze! i w każdej sytuacji! Ja żyję z wycofaną suką i wiem jak to trudne. Fundowanie psu takiej traumy w imię nie wiem czego, na rzecz wycofywania go z każdym dniem z życia to po prostu koszmar i nie humanitarne zachowanie. Mi się w głowie rodzi wiele pytań, w tym jedno główne - do hostelu trafiły 3 psy - dlaczego Zirka w nim została?? Każdy wziął swego psa i dziękujemy, niech się dzieje wola nieba? Nic nikomu nie powiemy? To tak dużo poprosić kogoś z okolicy o to żeby wpadł i dał możliwość pobiegania suni z innymi psami? o to żeby jej pobyt w hostelu był choć trochę przyjemniejszy??? Marti zaatakowała? Może i tak, a co pozostaje? Ja Cię Martyna za to podziwiam, bo zdecydowałaś się nie milczeć!!! Inni, którzy wiedzieli niech sami sobie przed lustrem się tłumaczą - mi nie trzeba. Ja się tylko zastanawiam - kto, w życiu Ziry jest/był odpowiedzialny?? Anka dowiedziała się o Reiko i ją zabrała - czemu Zirze nikt nie dał tej szansy?? Bo na forum lepiej klepać się po pupciach i dyskutować o dobrych i nie dobrych hodowcach i przewodnikach??? Nikt - żaden hodowca nie ma do końca wpływu do kogo trafi pies, ma za to wpływ na to żeby psu pomóc i takiego psa odebrać. Sorrki, ja się nie czepiam, ale cholernie nie rozumiem a chciałbym - Smoku, przecież jak wzięłaś Reiko - to wiedziałaś co jest grane. Robisz ankietę dla przewodników swoich psów, ale inny to już nie ważny?? I żeby było jasne - nie zrzucam na Ciebie odpowiedzialności, ani nie rozdzielam win - po prostu nie rozumiem sytuacji K**rwa! ja nie rozumiem. A pies cierpi na tym najbardziej. Emocjonalnie, inaczej nie potrafię na ten moment. |
Quote:
Quote:
Quote:
ps. moja reakcja wynika z tego, że jak czytam posty poszczególnych osób to naprawdę trudno zachować spokój... sprzeczność goni sprzeczność... takie pisanie dla pisania...patrzcie jw... przepraszam za off top |
Mogłeś tak to zrozumieć, bo tak zostało napisane, że interpretować można j.w. Ale przy dokładnej lekturze, tudzież umiejętności rozumienia tekstu pisanego zauważyłbyś, że Zirka w hotelu jest od czerwca, tak?
"Los" nie oznacza tylko pobytu w hotelu, mam nadzieję, że to nie jest zbyt trudne?:twisted: Shyboy pisze o spędzaniu przez Zirkę części dnia na krótkim uwiązie w kagańcu, wiem o innych sprawach, które nie są w żaden sposób przedmiotem możliwej interwencji (niestety), a które powodują, że obecny stan nie budzi mojego zdziwienia. Nie zamierzam upubliczniać nic więcej ponad to, co zostało napisane, bo to niewiele wnosi do tematu. Jakbyś miał jeszcze jakieś trudne do odgadnięcia pytania-zapraszam... |
Gaga tak naprawdę chodzi mi o to, że w wielu postach robisz za obrońcę uciśnionych obsmarowując przy tym innych jacy to podli są, że nie reagują... tymczasem jak widać sama doskonale wiesz ale nie powiesz :oops: ewentualnie masz w ..... ;) a pisać kwieciste posty każdy potrafi...
ps. a skoro jesteś tak na bieżąco, że od roku dochodzą słuchy(i wiesz co kto wie a czego nie ;) ) to naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć, że w tym wąskim gronie nic nie wiedziałaś.... obojętnie czy to od 2 mc czy 5 czy 12 ;) czasu dostatecznie dużo aby wyprodukować 1 sms zamiast postu o czapeczkach... no ale wtedy o czym pisać na forum? pomóc w ciszy? nie... nikt nie patrzy, nikt nie przyklaśnie ;) ps1. nie ma sensu robić dalej offtopa - ja wyraziłem swoją opinię - Ty swoją... dalsze posty będę tylko przepychanką jak zwykle... |
Nie chodzi o przepychanki (nie pochlebiaj sobie). Jeśli nie potrafisz zrozumieć tego, co napisałam-pozostań przy swoich tezach, mnie Twoje opinie nie przeszkadzają.
|
Quote:
Życzę psu, bo ludziom już nie, od dawna nie, nie tu, jak najlepiej. Mi po tym wątku opadło wszystko, do samej podłogi. I niech się nikt nie dziwi, że niektórzy milczą, bo czasem w tym całym tyglu wzajemnych wojenek podjazdowych tak jest po prostu łatwiej. O dobro psów i tak nie da się przekrzyczeć. |
Obserwuję tę dyskusję i tu i na fb, powiem tylko jedno - nadgorliwość bywa gorsza od bezczynności.
|
Quote:
|
Martyna a co osiągneliście? Bo wg mnie jedynie to, że teraz Olka nie będzie z Wami rozmawiać, psa nie zobaczycie więcej i generalnie zaprzepaściliście szanse na to, że Zira zostanie oddana do adopcji (a była na to spora szansa). Czy zanim napisałaś pierwszego posta rozmawiałaś spokojnie z Olą? Czy rozmawiałaś z hodowcą? Dowiedziałaś się jak się sprawy mają? Chyba nie...
Naprawdę myślicie, że jeśli zmieszacie człowieka z błotem to on będzie z Wami współpracował? Nie ma żadnej, ale to żadnej prawnej podstawy do odebrania psa Oli. Groziliście jej kradzieżą psa (tak, kradzieżą) i dziwicie się że zabroniła kontaktów? Czy ktokolwiek poza krzyczeniem o odebraniu psa zaproponował DT? Jakoś tego nie zauważyłam. Nie pochwalam zostawienia psa samego na tyle czasu w hotelu i nie neguje psychicznego cierpienia Ziry, ale nie oceniam też Olki bo nie znam jej całej sytuacji na tyle dokładnie. Być może podjęcie się opieki nad taką ilością zwierząt było nieodpowiedzialne, ale Wasza akcja przypomina bardziej jakąś zbiorową histerię niż racjonalne działanie. Nie osiągneliście NIC poza pogorszeniem sytuacji. Dodam jeszcze tylko, że jeśli NAPRAWDĘ zależy Wam na Zirze, to znajdźcie DT, pogódźcie się z Olką, jeśli trzeba to nawet przeproście za tę akcję i módlcie się aby zechciała zrzec się praw do psa. Wtedy faktycznie będzie to świadczyło o tym, że zależy Wam na Zirze a nie własnym ego. Schowajcie dumę w kieszeń i zachowajcie się jak dorośli, potraficie? |
Maillevin w 100 % się z Tobą zgadzam .Taką sama dyskusję przeprowadziłam na FB nic nie dociera .Punktem honoru pewnych osób jest zgnojenie ,zniszczenie Olki kompletnie nie znajac jej sytuacji .Afera nic nie wniosła tylko zaszkodziła i to bardzo. Jest mi przykro że Zira jest tam w hotelu i jest mi przykro że Olę spotkały takie nieszczęścia .Ale najbardziej przykro jest mi z tego powodu ,że jak się prosi o pomoc to jest się potraktowanym jak ZERO ,ZGNOJONYM , ZMIESZANYM Z BŁOTEM!!!!
I weź tu poproś człowieka o pomoc ..... dla mnie ta afera to DNO kompletne dno. |
Niestety, albo się pomaga psu albo gnoi człowieka. Nie da się zrobić obu rzeczy na raz, szkoda że tu postawiono na to drugie...
|
Quote:
A wszystko pod przykrywką naszej wrażliwości i dbałości o dobro biednego psa. |
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
|
Może Ola po prostu nie miała chęci z Tobą rozmawiać? Nie wiem jakie są między Wami relacje, ale patrząc na tę akcję to ani trochę się nie dziwię, że ukrywała wszystko do ostatniego momentu. Z tego co widzę mamy zupełnie sprzeczne informacje, a raczej Wasze są niepełne i niestety ale namieszaliście, o czym powinnaś już doskonale wiedzieć bo dyskusje nie toczą się tylko publicznie. Rozumiem, że chciałaś pomóc, ale inni pracowali nad tym wcześniej i naprawdę cudem będzie jeśli ta afera nie zniszczy wcześniejszych ustaleń.
W świetle prawa pies jest rzeczą, i zastrzeżenie w umowie kupna/sprzedaży odebrania psa ot tak nie za bardzo byłoby skuteczne. Można zastrzec pierwokup, który ewentualnie może się przydać jeśli właściciel chce psa odsprzedać. Nikt nikomu nie ma prawa zabrać psa bo tak sobie chce. Widziałam na fb wpisy o tym, żeby psa zabrać a później to załatwiać z Olą (nie, nie Twoje). Nie wierzę za bardzo, że nikt nie napisał jej tego prywatnie. Poza tym skoro ja to widziałam to i ona mogła, naprawdę nic dziwnego że się przestraszyła. Jedyną możliwością byłby odkup, ale o ile mi wiadomo hodowcy tego nie zamieszczają w umowach. Nie, to nie było pytanie retoryczne. Albo zależy Wam na Zirze albo na przepychankach z Olką. Zupełnie nie wiem czemu w ogóle miał służyć ten temat, chyba tylko publicznemu linczowi. Ale oszukujcie się dalej, że to dobra droga, powodzenia. Ten temat, jak już wspomniał JAskier powinien być zamknięty bo nie służy niczemu poza awanturą, która absolutnie NIC pozytywnego nie dała. |
Skoro większość osób nie mających pojęcia o sprawie już się wypowiedziała, to pozwólcie, że zabiorę głos w tej sprawie i ja!
Są różne typy ludzi i ich reakcje na porażki życiowe. Niektórzy radzą sobie sami, inni, z pomocą przyjaciół. Ja od zawsze miałam opory przed przyznaniem się do osobistych problemów. Uważałam, że sama sobie dam radę ze wszystkimi przykrościami. Mój problem trwał jednak za długo i przełamałam się prosząc o pomoc, nie wiedziałam sama jakiego typu pomocy oczekuję, w głowie kotłowało mi się milion rozwiązań (nawet skrajnych). Zanim zdążyłam się określić Martyna wymyśliła "pomoc" za mnie. Bynajmniej nie przejmuję sie opinią Martyny, Kaśki, Gagi ani kogokolwiek, kto nie zna moich motywów, dla których jest tak, a nie inaczej. Straciłam zaufanie do ludzi i choć moim założeniem było umilić Zirze ostatni miesiąc w hotelu poprzez spacery z Martyną, Kasią i ich psami; tak teraz obawiam się, że już nie odzyskałabym psa z ich rąk. Niestety, pies cierpi na tym... Kierując się szlachetnym dobrem psa zapominacie o dobrze człowieka - jak chcecie pomóc, skoro nie jesteście w stanie przejawić choć cienia zainteresowania przedstawicielowi własnego gatunku? Wy się nazywacie ludźmi? "Zrzeszenie właścicieli CzW w Polsce" to jakaś totalna porażka! Wstyd mi za ludzi (takich jak Martyna i jej spółeczka), którzy pod pretekstem bycia dobrymi dla zwierząt w dupie mają dobro człowieka. Pomagając mnie, pomoglibyściei Zirze! Ale jak widać, łatwiej jest dobić leżącego, odebrać mu wszystko co ma: godność, poczucie wartości w ludziach, zaufanie, wiare w samego siebie, a nawet towarzysza doli i niedoli - psa-przyjaciela, którego kocha i nie zostawi. Wiecie, dlaczego są "obrońcy praw zwierząt"? Bo za mało jest obrońców praw ludzi - nie trzeba by było pomagać zwierzętom (w większości przypadków), gdyby ludzie nie mieli problemów osobistych. Więc zanim zaczniecie "pomagać" psu na własny sposób, zastanowicie się, czy nie lepiej byłoby pomóc właścicielowi, zwłaszcza, skoro o tę pomoc PROSIŁ. Zamiast pomóc wrócić psu do właściciela, który robi naprawdę co może, aby jakoś ułozyć to poplątane życie, chcecie rozdzielić nas już na zawsze. Wstyd mi za takie osoby. Piękną przestrogę daliście nowym właścicielom wilczaków - wyciągnij ręce po pomoc, a Ci je obetniemy. Pozostaje mi rozwiązać ten problem samej, bądźcie pewni, że Zirka do mnie wróci i to bez waszej pseudo-pomocy. Ludzie?! Jesteście pewni, że nic złego się Wam w życiu nie przytrafi? Bo, widzicie, ja też byłam pewna... Na zakończenie powiem: koniec tej historii będzie szczęśliwy i dla mnie i dla Zirki. Przykre jest to, że na tym Wam nie zależy. I jeszcze jedno: odczepcie się od osób, które mi pomagały, do pięt im nie dorastacie! (DZIĘKUJE DZIEWCZYNY, JESTEŚCIE KOCHANE!) |
Chlip, chlip.
|
... .
|
Quote:
Quote:
I wybacz... Ty jej chciałaś umilić? Quote:
Quote:
Ola- z tego co przeczytałam rozumiem, że jestem współwinna całej sytuacji. To poważne zarzuty. Przyznajesz, że Twój pies cierpi i wydaje mi się, że próbujesz tu na forum udowodnić, że jestem za to po części odpowiedzialna. Jeżeli dobrze Cię zrozumiałam bardzo proszę Cię o rozmowę (prywatnie, nie na forum), a jeżeli źle zrozumiałam Twoje słowa- proszę wyjaśnij to tutaj. |
Rybka,
ok, trochę mnie poniosło, ale sama przyznałaś, ze masz do mnie niechęć, którą odczuwałam od dawna, nie mniej jednak - uważam, że Jesteś współwinna - mieszkasz z Martyną, byłyście razem w hotelu. O sprawie wiesz tyle co i ona (czyli nie wiele), a gdybyś miała odmienne zdanie to zapewne skontaktowałaś się ze mną, zapytała jakie są fakty, o sprawie wiesz nie od dziś. Widać też, że nie wykazałaś chęci zainteresowania jak mogłabyś mi pomóc. Nigdy nie napisałam że chce oddać Zire na "kilka miesięcy". Jesteś starsza, mądrzejsza, wiedziałaś dobrze czym może poskutkować zachowanie Martyny. Ponieważ obie wiedziałyście co się dzieje i obie pojechałyście do hotelu, uważałam, że oczywiste jest, iż macie takie samo zdanie w tej sprawie. Fakt, Ty się w taj kwestii publicznie nie udzielasz i można wywnioskować, ze jesteś obojętna na ten temat, więc być może mnie poniosło wrzucając Was obie do jednego worka. Być może! Nikomu już nie ufam! Ps. Groźba o tym, że już więcej nie zobacze psa nie padła od Ciebie, fakt, bo od Twojej siostry. |
Quote:
Quote:
O sprawie wiem od dwóch dni. Próbowałam z Tobą rozmawiać. Oprócz zarzutów o bierność i brak zainteresowania (przy próbie rozmowy z Tobą z mojej inicjatywy!), oraz ponownego potwierdzenia, że jestem winna sytuacji i niedoszłą złodziejką psów niczego więcej się nie dowiedziałam. Nie byłaś zainteresowana czy mogę do Ziry podjechać, czy mogę wziąć ją na spacer, czy mogę jakoś pomóc w tym, żeby przestała chudnąć, czy mogę załatwić jej jakiś kąt do czasu aż znajdziesz jakieś wyjście z tej sytuacji. Jakoś wielu właścicieli wilczaków potrafi do mnie zadzwonić jak ma problem. A ja nie odmawiam pomocy jeżeli pomóc umiem/mogę (poza jednym razem- ale to nie była potrzeba pomocy tylko chęć wykorzystania). Pierwszy raz spotykam się z zarzutem o bierność i brak zainteresowania. Tym bardziej, że odwiedziłam Twojego psa w hotelu, byłam z nim na spacerze i interesowałam się czy niczego nie potrzebuje. |
'[...]godność, poczucie wartości w ludziach, zaufanie, wiare w samego siebie, a nawet towarzysza doli i niedoli'
OK, po kolei. 'Godność' - piękne słowo, ale czy na pewno wiesz czym jest? Chyba nie bardzo skoro bez skrupułów potrafisz wykorzystywać 'najbliższe' osoby, a gdy kończy się tzw. dobrobyt zostawiasz te osoby na pastwę losu, (Nie tylko o sobie mówię) a teraz oczekujesz współczucia czy pomocy? Gdyby Ci zależało na zwierzętach tak bardzo jak pięknie potrafisz pisać, to ZANIM Zira, Reiko czy Triss wylądowały w hotelu rozesłałabyś wiadomości do znajomych z prośbą o pomoc, a jestem pewien, że takową byś otrzymała. Dalej, 'zaufanie': o tak, piękne słowo, doprawdy bardzo piękne. Ale po wszystkich Twoich kłamstwach oraz matactwach... 'Wiara w samego siebie, a nawet towarzysza doli i niedoli' - widać, 'the faith is strong in this one', skoro tak bardzo wierzyłaś w siebie, że postanowiłaś do samego końca nic nikomu, albo prawie nikomu nie mówić, o tym że Zira została w hotelu, a po jakimś czasie o ile dobrze doczytałem, nie było ŻADNYCH wieści od Ciebie, z zapłatą za pobyt suki tam też zwlekałaś, a raczyłaś się odezwać dopiero wczoraj, albo przedwczoraj - tak się zachowuje odpowiedzialny właściciel? Serio, zanim zaczniesz jechać po Martynie, Kasi albo Agnieszce za to, że postanowiły nagłośnić sprawę - zastanów się, czy Twoje sumienie jest nieskazitelnie czyste, zrób rachunek sumienia, etc. Póki co tyle ode mnie, za niespójność i ewentualne błędy obwiniam zmęczenie. Edit: Tak, jestem subiektywny jak cholera. Edit2: Zapomniałbym - całe szczęście, że Ania wzięła chociaż Reiko, szkoda tylko, że nie wypaliło z Zirą. |
Ludzie wystopujcie proszę, nie osądzajcie, nie dokopujcie. Jeśli możecie pomóc – pomóżcie, jeśli nie możecie to zostawcie to tym, którzy próbują/ustalają sposoby rozwiązania i naprawdę chcą zmienić sytuację psa.
Człowiek w stresie/trudnej sytuacji życiowej/rozpaczy zachowuje się dla postronnych irracjonalnie, zaczepnie, agresywnie, ale to nie powód do atakowania go, czepiania się słów i wstawiania definicji znanych nam pojęć. Sytuacji to nie rozwiązuje a pozostawia niesmak i poczucie jeszcze większej przegranej i to przegranej wszystkich, Opiekunki, Hodowczyni i najgorsze - bezbronnego Psa. PS Temat dotyczy nie tylko odpowiedzialności za psa, za człowieka, jest jeszcze jedna - odpowiedzialność za słowa, które się łatwo rzuca, trudno wybacza i nigdy nie da cofnąć tych wypowiedzianych/napisanych…. |
To co piszesz miałoby sens, gdybyś jednak poznał osobę, która jest tak wielce poszkodowana, a która sama nie miała żadnych zahamowań, żeby oszukiwać, okłamywać, obgadywać za plecami oraz wykorzystywać osoby, które były jej bliskie, zmieniłbyś nastawienie. Szkoda jedynie zwierząt, które ucierpiały.
|
Quote:
Quote:
|
Droga Olu, nie znam Cię, nie wiem nic o Twoich problemach, nie osądzam, nie krytykuję, nie należę do żadnej "psiartii", Magdę szanuję i bardzo cenię jako człowieka, dlatego proszę, przeczytaj uważnie, co napiszę:
Czytając Twoje posty obawiam się, że nie do końca rozumiesz na czym polega problem. Dla każdego psa rodzina - czyli stado jest bardzo ważne, ale dla wilczaka - jest wszystkim. Mają to po swoich dzikich przodkach, to jest ich pierwsza i ostatnia potrzeba. Kilka lat temu żegnałam Tinkę- prawie wszystkie układy jej po kolei wysiadały, była coraz bardziej splątana, ale ostatkiem sił przenosiła się do pomieszczenia gdzie akurat przebywało jej stado. Jedne wilczaki są w tym aspekcie bardziej psie, inne bardziej wilcze, ale w większości przypadków bury bez rodziny usycha, dziczeje, cierpi męki. Najlepsze warunki w najlepszym hotelu nie są tak ważne jak poczucie przynależności, "własne ludzie" i przekonanie o ich lojalności. Słyszałam o przypadkach gdy dość młode psy umierały z tęsknoty za stadem. Brata babki Twojej suki znaleziono w kojcu martwego - bury był zdrowy; kilka miesięcy po rozstaniu zaczął chudnąc, markotnieć, aż odszedł - serce mu pękło z tęsknoty za ukochanym panem. Nie boisz się, że podobny los spotka Zirkę? Nie straszę Cię - jeśli mi nie wierzysz, pogadaj z Margo, opowiadała mi o takich przypadkach kilka lat temu, więc nie pamiętam już imion i przydomków psów. Wiem, że różnie się w życiu układa, zdarzają się rzeczy o których nie śniło się filozofom, dramaty, choroby, jednak miarą naszego człowieczeństwa jest to, jak zadbamy o tych którzy są od nas zależni. Znam pewną osobę której się w życiu całkiem pochrzaniło - z dnia na dzień została sama z dwoma burymi bez dachu nad głową, środków do życia i możliwości znalezienia pracy w rozsądnej, przewidywalnej perspektywie. Pierwsze co zrobiła, to zapewniła psom dobre domy. Serce jej krwawiło, morze łez wylała, ale zadbała o nie, bo je naprawdę kocha - dojrzałą, nieegoistyczną miłością. Nie skreśliła ich ze swojego życia, od ponad roku oszczędza na jedzeniu, ale jeździ co tydzień kilkadziesiąt km odwiedzać je na zmianę, zabiera na spacery, spędza z nimi czas, właściwie żyje od weekendu do weekendu. Wg mnie okazała wielkie serce i jeszcze większą odpowiedzialność. Olu, bardzo Cię proszę w imieniu własnym i co najmniej kilku osób: odrzuć dumę i pomyśl o Twojej burej - to nie walizka w przechowalni, ani puchar przechodni, tylko żywe, czujące stworzenie. Nawet dziecku łatwiej wytłumaczyć, że rodzic musi wyjechać; dla psa to tragedia najgorsza z możliwych, tym bardziej, że im czas inaczej płynie niż nam. Być może znajdą się tacy, którzy Ci pomogą rozwiązać Twoje problemy, ale co będzie jeśli się nie znajdą? Czas płynie, jeśli suka chudnie i markotnieje, znaczy, że cierpi, okaż jej serce, pokaż, że jesteś dojrzałym i wielkodusznym człowiekiem i dla jej dobra pozwól jej poczuć się gdzieś jak w domu. Nawet jeśli będziesz z tego powodu cierpieć, jej poczucie bezpieczeństwa i spokój będą dla Ciebie pocieszeniem. |
Quote:
Obawiam się, że czas jest w tej chwili luksusem, na który Magda nie może sobie pozwolić, jeżeli chce, żeby Zirka się całkiem nie zmarnowała. Nie wiemy też ile czasu zajmie Oli znalezienie mieszkania, w którym będzie mogła trzymać psa. Z tego co wiem, usiłuje takie mieszkanie znaleźć od czasu, kiedy Zira jest w hotelu. Bezskutecznie. Druga sprawa to ograniczone zaufanie. Fakt, że Zira jest w hotelu (za wiedzą hodowczyni i kilku innych osób) był zatajony. Ola wrzucała zdjęcia Zirki pisząc, że jest zrobione "u znajomych", podczas gdy były to zdjęcia przesłane jej przez właścicielkę hotelu. Magda jasno powiedziała w rozmowie z Shyboy, że Ziry nie weźmie do siebie. To samo powiedziała Ania (właścicielka Reiko). Ja mimo chęci nie jestem w stanie pomóc, ponieważ zabroniono mi się zbliżać do Ziry pod zarzutem chęci uprowadzenia. Nie czuję się upoważniona do podejmowania decyzji za kogoś ale kurczę- skoro sytuacja już tak dawno wymknęła się spod kontroli, do tej pory nie udało się jej opanować i nie wiadomo czy uda się w najbliższym czasie może nadszedł czas na trudne i radykalne decyzje? Marzena napisała, że nadgorliwość jest gorsza od bezczynności. Ja uważam, że po czterech miesiącach zerowych efektów (nie napiszę bezczynności bo PONOĆ próby rozwiązania problemu były podejmowane) poprawy warunków życia Ziry, które nie przyniosły żadnych efektów tylko wsadzenie kija w mrowisko mogło wywołać jakąkolwiek reakcję. A dla ZIry od miesięcy życie wygląda tak samo- bez względu na zawartość postów w tym wątku. Jej jest wszystko jedno co kto myśli o jej właścicielce. Z resztą- to chyba za duże słowo... Swoje zdanie na temat postępowania Oli zatrzymam dla siebie. I będę cierpliwie czekać na koniec tej historii. |
mnie z kolei nie chce się wierzyć, że nie można znaleźć mieszkania, w którym może przebywać pies... skoro są tak eleganckie, że właściciele boją się wynajmować go osobom z psami, poszukałabym jakiejś brzydkiej nory, o którą wynajmujący się nie boją, ze ulegnie zniszczeniu. z tego co mi wiadomo, to w Polsce jest mniej przychylny stosunek do zwierząt niż na Zachodzie, a jakoś nie spotkałam się nawet u nas z takim problemem. wynajmowałam mieszkania i nawet mi do głowy nie przyszło pytać, czy mogę tam mieć psa. co to kogo obchodzi, skoro mam i tak zwrócić mieszkanie w stanie, w jakim go zastałam? bo o ile dobrze zrozumiałam, głównym problemem dla którego pies został w hotelu jest to, ze nie można znaleźć mieszkania w którym można trzymać psa?
|
Quote:
Quote:
Magda w najbliższym czasie przeprowadza się do innego miasta. Dopóki w nowym miejscu nie stworzy bezpiecznych warunków dla dzieci i dla psów, nie może ryzykować, że wydarzy się jakieś nieszczęście. |
Quote:
Nie napisałam, że nie chce wziąć. Ale fakt- nie napisałam też, że wziąć nie może. Dla mnie to było po prostu nieistotne. Bo nie zmienia faktu, że Zira nadal jest w hotelu. |
No cóż,
można tylko prosić Cię Olu, byś była dla swojego psa przyjacielem a nie tylko właścicielem, i jako przyjaciel jak najszybciej podjęła dojrzałą, odpowiedzialną decyzję dającą suni szansę na powrót do normalnego życia. A uwierz mi, powrót do normalności, do życia, budowanie na nowo zaufania u wilczaków to długa i ciężka praca. Daj suce szansę na szczęśliwe życie, a w obliczu zamieszczonych tu wpisów na życie wogóle... Quote:
|
Zirka ma się dobrze i już niedługo ją odbiorę - pod koniec tego miesiąca trafi do domu z dużym ogrodem. Dziękuje przy tym z całego serca wszystkim, którzy mnie wspierali ciepłym słowem, trzymali kciuki i oferowali realną pomoc.
|
To i ja wesprę ciepłym słowem - 'wrzątek'.
|
Quote:
Gdyby miała się dobrze nie byłoby tematu. Nie prosiłabyś o dom tymczasowy dla niej. I dobrze wiemy wszyscy, że im dłużej tam jest tym gorzej dla niej. Poprosiłaś moją siostrę o DT dla Zi. Taki dom został znaleziony. Pomoc weterynaryjna, oraz regularne spacerki z wilczakami też są zapewnione. Opieka szkoleniowca, dobra karma i super socjal w mieście. I wszystko byłoby super, gdyby Shyboy Zi wzięła po cichaczu, zaopiekowała się nią dopóki ty nie znajdziesz sobie nowego mieszkania. Sprawa byłaby prosta, a wszyscy szczęśliwi. Problem polega na tym, że moja siostra ODWAŻYŁA się napisać ci co myśli o umieszczeniu psa w hotelu PO CICHACZU, kilka km od naszego domu, przy jednoczesnym zapewnianiu, że wszystko u was w porządku. Dawałaś do zrozumienia cały ten czas, że Zi jest z tobą w Danii, wrzucałaś na FB fotki robione "u znajomych", gdzie faktycznie to właścicielka hotelu przesyłała ci je na maila. W tej chwili napisałaś, że Zi nie potrzebuje DT i nie pozwolisz jej zabrać bo... (o zgrozo!!!) to byłby ogromny stres dla psa bo jej w tym hotelu jest dobrze!!! Szkoda, że twoja urażona duma, chore poczucie "godności" i ogromne ego nie pozwalają Ci na przyjęcie pomocy. I może jesteś mistrzynią w manipulowaniu ludźmi ale sorry- mnie nie przekonasz, że zakaz zbliżania się do Zi przeze mnie i moją siostrę jest podyktowany troską o dobro twojego psa. Tu chodzi tylko i wyłącznie o ciebie. Tak na prawdę "ukarałaś" nas za to, że usłyszałaś kilka gorzkich słów o sobie. Gdybyś faktycznie chciała pomóc Zi przyjęłabyś słowa krytyki, a Zi od tygodnia byłaby bezpieczna w domu tymczasowym. |
Kasiu pomimo, że "nie moja sprawa" to pozwolę sobie coś napisać choć wg mnie w tym temacie powinny być 2 wątki ;) (pies i jakieś prywatne animozje między jak mi się wydaje "byłymi"). Otóż bardzo poruszony tym co zostało napisane w temacie w pierwszych postach postanowiłem ruszyć się do hotelu, pomóc w ciszy tyle ile będę mógł i zobaczyć w jakim FAKTYCZNIE stanie jest Zirka. Oczami wyobraźni po tym co zostało napisane widziałem skrajnie wychudzonego psa który jest ostro wycofany(objawy zdziczenia) i agresywny. Kupiłem 0,5kg wołowiny i ruszyłem do hotelu... i mocno się zdziwiłem... "zdziczała" Zirka powitała mnie bardzo przyjacielsko, nie bała się mnie, nie była jakkolwiek spięta - ot radosne powitanie wilczaka. Patrzę na nią co prawda oczami laika ale przynajmniej jak ja ją widziałem to wychudzona też nie była - normalny nie spasiony pies. Bronić nikogo nie będę bo są różne sytuacje w życiu i sam przez chwilę rozważałem kiedyś opcję "przechowania" u kogoś mojego wilczaka na krótki czas - dzięki bogu wszystko się ułożyło po mojej myśli i nie byłem zmuszony do tak drastycznego kroku. Nie wiem o co NAPRAWDĘ chodzi w temacie czy o właścicielkę Zirki czy o Zirkę... aczkolwiek ja np mam poczucie "straconych" pieniędzy bo pojechałem nakarmić zdziczałego i zabiedzonego psa a zobaczyłem radosną i normalną przynajmniej w moich oczach sunię. To co napewno można o Zirce złego napisać to że posłuszeństwo leży całkowicie...
ps. na temat całej reszty się nie wypowiadam bo nie wiem czy właścicielka Zirki o niej chciała "zapomnieć" czy rzeczywiście czekała na dobry moment aby psa odzyskać... nie mi tu osądzać - piszę TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJE SPOSTRZEŻENIA dotyczące zabiedzonego psa. Oczywiście wiem, że będąc u kogoś w domu miałaby lepiej niż w hotelu ale to się tyczy chyba każdego zwierzęcia a sytuacje w życiu są różne i czasami jako ludzie musimy wybierać między jednym złym wyjściem a drugim równie nieciekawym... jak jest w tym przypadku - tak jak napisałem nie wiem tak naprawdę ale pewne jest, że Zirka ma się "trochę" lepiej niż w opisie... Pozdrawiam ;) |
Rybka, proszę Cię..... przecież to jedna wielka "porażka"....3 metry mułu....
Ostatni radosny wpis .... spowodował u mnie ciężki ból egzystencjonalny.... Najpierw radosne zdjęcia psa "u znajomych" /sic!!!/, potem prośba /tajne przez poufne/ o pomoc, następnie strach o kradzież psa /zmięTKŁY mi kolana ze śmiechu/ i zakaz odwiedzin oraz spacerów, teraz "cud nad Bałtykiem" -dom z ogródkiem i ogólna radosność fejsbukowa.... Gdy się to wszystko zbierze, to zbiera się człekowi z bezsilnej wściekłości na "pawia".... Hmmmmm.... Wolfdog.org to specyficzne miejsce, swoisty "kodeks zachowań" grupy. Fakt, ciężko przyznać się publicznie do porażki, ciężko prosić o pomoc.... Ale gdy w grę wchodzi autentyczne dobro zwierzęcia, to to zachowanie nie jest hańbą. To jest właśnie "wyjście z tarczą, a nie na tarczy". To jest dojrzałość. Zamknięcie oczu i udawanie, że problem znika jest wg. mnie dziecinadą. Niedojrzałością, która ośmiesza dorosłego człowieka. Pani Aleksandro, skrzywdziła Pani tych, którzy Pani zaufali /i hodowców i psy -je przede wszystkim/, były sciemy, bajdurki i obwinianie wszystkich dookoła tylko nie siebie. Czy myśli Pani, że ludzie Pani jeszcze wierzą? Żałość i zębów zgrzytanie....... :flop ... Mam nadzieję, że Ci którzy zarzucali cokolwiek wiedzącym o sprawie teraz widzą, że temat nie leTki -materia niełatwa........ :? ..... Ja osobiście Zirę już "skreśliłam", niestety. Przykro mi -scenariusz aż nadto przewidywalny... ..... Predator, żebyś Ty widział, jaki fantastyczny i przyjazny był "mój" Car na początku..... |
Piotrku, Zira w tej chwili każdego, kto ją odwiedzi przywita bardzo wylewnie, ponieważ jest bardzo spragniona kontaktu z człowiekiem.
Olka pisząc do Shyboy z prośbą o pomoc sama napisała, że z Zirą jest coraz gorzej, że potrzebuje towarzystwa i dziczeje będąc sama w kojcu całymi dniami. To samo potwierdziła właścicielka hotelu, która widzi Zi na codzień. Jeżeli chodzi o agresję- Zira pogryzła (wciągnęła przez kraty kojca) suczkę- rezydentkę hotelu, a nie człowieka. A jeżeli chodzi o jej wagę- to sprawa obiektywna. Moim zdaniem Zi ma piękne, gęste futro (z racji mieszkania w kojcu) ale wystarczy pomacać kości miednicy czy żeberka, żeby zauważyć, że ma niedowagę. Poza tym z tego co wiem nie jestem jedyną osobą, która zwróciła uwagę na stan odżywienia Ziry. W hotelu dowiedziałam się, że Zira po prostu przestała jeść i w ciągu dwóch tygodni waga jej bardzo spadła. Z resztą- nie leży w moim interesie przekonywanie kogokolwiek, że Zira jest zbyt długo w kojcu bez spacerów, towarzystwa psów i ludzi, albo że jej stan fizyczny czy psychiczny może budzić niepokój. Nie mam ochoty prosić kogoś, żeby łaskawie pozwolił mi odwiedzać swojego psa i zabierać go na spacery czy dać mu dom tymczasowy. Przecież to chore. A jeżeli ktoś nie życzy sobie słów krytyki pod swoim adresem niech nie kreuje "alternatywnej rzeczywistości", w której piesek hasa szczęśliwy po polach, jest super wyszkolony i bardzo szczęśliwy u boku troskliwej właścicielki. Przez wszystkie miesiące, kiedy Zi była w hotelu Ola pisała mojej siostrze, że wszystko jest w porządku, Zirka ma się świetnie i jest szczęśliwa. Właśnie to spowodowało taką, a nie inną reakcję na fakt, że byłyśmy oszukiwane przez te miesiące, a po pomoc Olka zwróciła się do nas, gdy właścicielka hotelu zażądała od Olki, żeby ją zabrała bo sprawia problemy. Na całe szczęście Triss zajęła się rodzina Oli, Reiko wzięła Ania. Niestety dla Ziry zabrakło pomysłu, więc jest w hotelu. Mniej szczęścia miały koty- trafiły do schroniska (Ola rozmnożyła swoją kotkę i oddała całą rodzinkę do schroniska). Ciekawe co się stało z końmi i jeżami... Choć ostatnio widziałam reklamę miotu jeży na FB, więc chyba "hodowla" ma się dobrze... Zirze była proponowana pomoc. Została odrzucona, ponieważ nikt nie zgodził się pomóc "po cichu". I byłabym nie fair w stosunku do siebie, gdybym Zirze pomogła wiedząc o tym wszystkim, a potem oddała z uśmiechem Oli mówiąc "nie ma za co- polecam się na przyszłość". Po prostu NIE! |
Quote:
|
Co to znaczy być odpowiedzialnym za swojego psa?
To przerażające, że tak wiele osób nie ogarnia, co to znaczy być odpowiedzialnym. Ludzie odpowiedzialni na pewno nie działają od d..y strony. W powyższym przykładzie wystarczyło pozałatwiać sprawy w odwrotnej kolejności, czyli: 1. Zweryfikować słuszność swoich pomysłów w odniesieniu do podjętych wcześniej decyzji, np. tych, które odnoszą się do życia z psami i opieki nad nimi 2. Zorganizować ODPOWIEDNIĄ opiekę dla swoich podopiecznych (dziecka i zwierząt), jeśli pkt 1 nie doprowadził do zrozumienia na czym polega odpowiedzialność i konsekwencja 2. Zająć się sobą i realizacją swoich pomysłów oraz ponownie weryfikacją ich słuszności. Dziwi mnie, że hotel dla zwierząt może się komuś pomylić z domem dla psa. Różnice są dla mnie oczywiste i chyba nie trzeba ich wymieniać. Zasadnicza różnica jest taka: w hotelu się nie mieszka, ale przebywa tymczasowo/chwilowo, czyli pół dnia, dzień, dobę... Ja mam dwa wilczaki, żyjemy ze sobą nie od wczoraj, więc udało mi się całkiem dobrze poznać potrzeby tych psów. I znając ich potrzeby, możliwości i ograniczenia nie mogłabym im zorganizować takiej MASAKRY, jak pobyt w hotelu dla zwierząt. Nie ma żadnego dobrego ani poważnego powodu, który mógłby uzasadnić takie postępowanie wobec swoich psów. Pies zostawiony na cztery miesiące (póki co) w hotelu dla psów, którego pobyt tam nie jest opłacany, jest niczym innym jak PORZUCENIEM psa. [podobnie myślę o zostawieniu dziecka, które na szczęście znalazło ludzkich opiekunów, co jednak nie zmienia faktu, że nie ma przy nim matki - ale to już off, bo forum jest dedykowane psom, a o eurosierotach już nie jeden tekst został napisany, więc ten wątek PORZUCAM]. Odpowiedzialność jest nierozłączna z konsekwencją. Trzeba być odpowiedzialnym na swoje decyzje i ponosić ich konsekwencje. Trzeba rozpoznawać potencjalne konflikty swoich decyzji i próbować ich unikać, nie podejmując decyzji, które się wykluczają lub uniemożliwiają realizację wcześniejszych. Ale przede wszystkim trzeba zacząć od ustalenia tego, co jest dla Ciebie najważniejsze. Jeśli nie będziesz konsekwentnie się tego trzymać, to każdy dzień może przynieść inną "najważniejszą" potrzebę, co będzie się przejawiało w chaotycznym działaniu napędzanym kolejnymi impulsami. W takim postępowaniu nie ma miejsca na odpowiedzialność związaną z wcześniejszymi decyzjami, bo one przestają być ważne w obliczu nowych, różowych pomysłów (choć i te za jakiś czas zbledną). Moim zdaniem w przykładzie opisanym w tym wątku brakuje elementarnej odpowiedzialności wobec psów, pozostałych zwierząt i dziecka. Dostrzegam za to egoistyczne zaspokajanie własnych potrzeb bez oglądania się za siebie (czyli na swoje wcześniejsze decyzje i ich konsekwencje). Na koniec zacytuję znany slogan, który wg mnie pasuje do powyższego przykładu, a momentami można odnieść wrażenie, że bohaterka tego wątku nie zdaje sobie z tego sprawy: "PIES TO NIE ZABAWKA!" |
>>Z Lasów Lothlorien<<
I jak tam? Zira w Danii, w hotelu, u Hodowcy czy u nowych Opiekunów? |
Bura
A, dziękuję, mamy się dobrze już od 2 tygodni Zirka jest tam gdzie być powinna - ze mną :) |
Nie wypowiadam sie w temacie, bo o tym, ze Zira jest w Polsce dowiedzialam sie z forum, ale
Quote:
I dotyczy to wiekszosci lokali w normalnym przedziale cenowym... Czasem nie wolno bylo miec nawet rybek... Co akurat dalo sie lamac... ;) Pamietam, ze tak nacieli sie wlasciciele jednego z psow. W ich bloku mieszkaly czworonogi... Sprawili sobie wilczaka i poczatkowo wszystko bylo cacy, az dostali nakaz ekmisji, bo pies przestal trzymac normy... Dopiero wtedy dowiedzieli sie, ze psy mozna miec, ale do xx cm w klebie. Mieli do wyboru - albo pies, albo wyprowadzka z malymi dziecmi (bo to oni zlamali prawo). Stosunek do psow na Zachodzi moze jest lepszy, ale tylko jesli mieszkaja we wlasnym domku jednorodzinnym (i trafi sie na normalnych sasiadow). |
All times are GMT +2. The time now is 19:56. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org